Bytom Odrzański - atrakcje

Bytom Odrzański – atrakcje

Bytom Odrzański urzeka jednym z piękniejszych rynków w Polsce, fascynuje bogactwem historii i daje innym wzór porządku oraz czystości. Odra łączy przeróżne miasta: między innymi słynące z muzycznego festiwalu Opole, Wrocław [Wrocław na weekend], piękną stolicę województwa dolnośląskiego, czy niemiecki, nadodrzański Frankfurt. Na szlaku tej rzeki znajdziemy też miejsca zupełnie nieznane i zaskakujące. Jednym z nich jest Bytom Odrzański, lubuska perła.

Liczące niespełna 5 tysięcy mieszkańców miasteczko wciśnięte jest między znaną z krasnali ogrodowych Nową Sól a ponad 1000-letni Głogów. Leży na lewym, zacisznym brzegu Odry i zachwyca niemal dziewiczym krajobrazem nieopodal Wzgórz Dalkowskich. W dziejach Polski zapisało się dzięki słynnej obronie przed niemieckimi wojskami cesarza Henryka V w sierpniu 1109 roku, z której Gall Anonim przedstawił takie oto, bardzo fantastycznie zredagowane sprawozdanie:A grodzianie, otwarłszy bramy, wyszli naprzeciw z dobytymi mieczami, nie obawiając się ani mnogości różnorodnych wojsk, ani napastliwości Niemców, ani obecności samego cesarza, lecz czołowo stawiając im odważny i mężny opór. Widząc to cesarz niesłychanie się zdumiał, że tak ludzie bez zbroi ochronnej walczyli gołymi mieczami przeciw tarczownikom, a tarczownicy przeciw pancernym, spiesząc tak ochoczo do walki jakoby na biesiadę”.
Resztek po najdawniejszej historii Bytomia Odrzańskiego trzeba szukać jakieś 1,5 km na zachód od dzisiejszych granic miasta. Kryją się tam szczątki grodu kasztelańskiego, ale uprzedzam – niełatwo będzie znaleźć do nich drogę. Zapraszam więc na wycieczkę po architektonicznym skarbie województwa lubuskiego, którą można odbyć ekspresowo albo bez pośpiechu, smakując przyrodę i detale.
Lubuski Kazimierz Dolny

„Trasa bar­dzo do­brze znana…” – chcia­ło­by się za­nu­cić za Ka­zi­kiem. Z tym, że nie wę­dru­je­my od jed­ne­go baru do baru, tylko ze sta­cji ko­le­jo­wej, przez rynek, do za­ko­la rzeki. A droga do naj­cie­kaw­szych za­byt­ków mia­sta jest pro­sta i krót­ka. W trak­cie spa­ce­ru ulicą Dwor­co­wą warto jed­nak zwró­cić uwagę na uro­kli­we bu­dyn­ki przed­szko­la oraz pocz­ty.
Pierwsze, co zaskakuje w Bytomiu nad Odrą, to ład i czystość. Równo przystrzyżone trawniki, zadbane rabaty, wypielęgnowana zieleń. Jak się dowiaduję z rozmów, ta bytomska schludność to jedna z przyczyn, dla której burmistrz rekordzista rządzi miastem już od przeszło 22 lat! – „Staramy się przywrócić niemiecki porządek” – dodają z uśmiechem pracownicy Urzędu Miejskiego, mieszczącego się w zabytkowym ratuszu.

Ten porządek najlepiej widać właśnie na starówce. W ubiegłym roku bytomski rynek został nominowany przez National Geopraphic w konkursie na 7 nowych cudów Polski. Wyróżnia się na nim renesansowy budynek ratusza z potężną, wysoką wieżą. Niestety nie można na nią wejść. Jej stan pozostawia wiele do życzenia. – „A szkoda, bo widoki stamtąd piękne” – mówi Tomasz Chmielewski, podinspektor ds. turystyki.

Trzeba więc zadowolić się „parterowym” widokiem kamieniczek dookoła. Na szczęście jest na czym oko zawiesić! „Szereg mieszczańskich kamieniczek z zachowanymi późnorenesansowymi elewacjami o przebogatej ornamentyce, piętrzące się nad nimi masywy kościołów i ratusza, skala i nastrój całości żywo przypominają Kazimierz nad Wisłą” – pisał Michał Witwicki, autor pierwszego w języku polskim opracowania o lubuskim miasteczku.

Urok ten nie przeminął. Jakiś czas temu docenili go również filmowcy. Kręcono tu film wojenny pt. „Ogłuszeni ciszą”. Bytom Odrzański zagrał w nim zrujnowane miasteczko nad Łabą, pokonując tym samym Wrocław, który także był brany pod uwagę przez ekipę.
Czarny kocur, przyjaciel podchmielonych

Chyba każdy mieszkaniec, pytany o najpiękniejszy budynek w mieście, odpowie to samo: Hotel Pod Złotym Lwem. Bogato zdobioną, barokową fasadę kamienicy trudno zresztą przeoczyć. Odznacza się płaskorzeźbą lwa nad wejściem, zaś niedaleko stoi nieco zagadkowa rzeźba. Umieszczono ją w 2007 roku i przedstawia… ludzkiej wielkości kocura podtrzymującego chwiejącego się na nogach jegomościa.
Bytomski czarny kot jest niezwykle dystyngowany, poważny, a zarazem skupiony na swym zadaniu: pomaga utrzymać pion podchmielonym gościom, którzy pogubili drogę do domu. Zgodnie z tabliczką pod pomnikiem legenda o pomocnym czworonogu ma już 400 lat, choć z pewnością taki kocur przydałby się w każdym polskim mieście…
Syn rybaka i rybackie schody

Bytomska starówka chowa też inne ciekawostki. Pierwsza stoi na rynku. To kolumnowa fontanna z nagim chłopcem, którego pochodzenie wciąż owiane jest mgłą niepewności. Zarówno sami bytomianie, jak i dziennikarze, często powtarzają prościutką legendę o jego powstaniu. Na początku ubiegłego stulecia pewien rybak stracił ukochanego syna, który utopił się w Odrze. Na pamiątkę tej tragedii rodzice mieli postawić na miejskiej fontannie pomnik chłopca z brązu.

Czy tak rzeczywiście było? Pewności nie ma. Opierając się na starych zdjęciach i dokumentach, regionaliści przekonują, iż zagadkowa postać upamiętnia kogoś zupełnie innego – niemieckiego noblistę, Roberta Kocha. Wybitny lekarz i bakteriolog miał ponoć sam ufundować figurkę. Jeśli legenda tylko koloryzuje lokalną historię, a figurka powstała ku czci Kocha, czy to przypadek, że chłopiec trzyma rybacką sieć?…
Niestety metalowa tabliczka, która mogłaby raz na zawsze wyjaśnić kwestię bytomskiego chłopca z fontanny, zaginęła. Co ciekawe, tutejszy pomnik bywał też porównywany do słynnego siusiającego chłopca, symbolu Brukseli. Niemniej dowody historyczne przeczą jakiejkolwiek proweniencji.
Z kolei we wschodnim narożniku rynku kryje się inny ciekawy zabytek, związany z miejscowym dziedzictwem. Niepozorne, acz unikalne schody rybackie. Klimatyczne kamienne stopnie prowadzą na brzeg Odry, przenosząc spacerujących w odległe czasy. Po zejściu nimi można podziwiać tutejszą przystań.

Miasto żyje w zgodzie z rzeką oraz wodniakami. Bytomska marina oferuje 10 bezpłatnych miejsc do cumowania, natomiast w porcie i naprzeciw mariny (po drugiej stronie Odry) znajdują się najlepsze miejscówki do łowienia ryb. Na przeciwległy brzeg można za darmo przeprawić się łodzią codziennie w godzinach 6-11 oraz 15-19.
Urwany most

O tym, że lubuskie miasteczko znów zwraca się w stronę rzeki, świadczy również rzeczne „molo”, czyli promenada spacerowa. Właściwie jest to „urwany most”, częściowo odbudowany w miejscu niegdysiejszej przeprawy.

Niejednego turystę może zdziwić fakt, że w Bytomiu Odrzańskim nie ma mostu. Ale był. I to wspaniały! Miał prawie kilometr długości, zachwycał secesyjnymi zdobieniami i spajał oba brzegi Odry. Jedną z najpiękniejszych przepraw w tej części kraju oddano do użytku w 1907 roku. Wojna sprawiła, że most nie posłużył tuziemcom zbyt długo.

Technologiczne arcydzieło stało się areną dantejskich scen. Wieszano tu m.in. ukraińskich nacjonalistów. A 10 lutego 1945 roku wycofujące się oddziały wojsk niemieckich wysadziły most w powietrze. Od tamtej pory idea wznowienia przeprawy stała się uporczywym marzeniem mieszkańców. Szkodę ponieśli także turyści, bo most prowadził do potężnego zamku rycerskiego w Siedlisku (obecnie w stanie częściowej ruiny, choć zdecydowanie wartego odwiedzin).
Odkupienie win

Nie można być w Bytomiu nad Odrą i nie zobaczyć kościoła św. Hieronima. Jego masywnej wieży o namiotowym dachu nie sposób zresztą nie zauważyć. Kamienno-ceglana świątynia o wielowiekowych dziejach strzeże w swych wnętrzach kolebkowych sklepień z lunetami oraz bogatego wyposażenia barokowego, zwłaszcza ołtarza głównego i ambony. A strzeże tak skutecznie, że poza godzinami mszy przeważnie trudno dostać się do środka. Na szczęście to, co wzbudza najwięcej emocji, znajduje się na zewnątrz.
W murze orientowanego kościoła ulokowane są m.in. kule armatnie – ślady szwedzkiego ostrzału w czasie wojny trzydziestoletniej. Natomiast w narożach ceglanej ściany tkwią nietypowe zabytki. Są to krzyże pokutne w kształcie litery T (krzyż św. Antoniego). Stanowią świadectwo dawnej tradycji tzw. traktatu pokutnego.

Średniowieczne wyroki były surowe. Morderców karano ścięciem. Sprawca mógł jednak uniknąć śmierci, spisując z rodziną ofiary ów traktat. Odkupienie win polegało m.in. na pokryciu kosztów pogrzebu i odbyciu pielgrzymki do miejsca świętego. Ostatnim zaś postanowieniem umowy było postawienie krzyża pokutnego (zwanego niekiedy krzyżem pojednania), zwykle w miejscu popełnienia przestępstwa, wraz z wykuciem na nim narzędzia zbrodni. Czym zawinili zabójcy, można przekonać się, przyjeżdżając do tego arcyciekawego miasteczka.